Godzina 13:00 to wprawdzie średnio porannie, ale dzisiaj późno wstałam.
Ponieważ mam dość miejsca, gdzie zwykle chodzimy z Niurą – wielu ludzi tam nie rozumie konceptu wyprowadzania swoich psów na smyczy, i te psy latają luzem, podbiegają i doprowadzają mnie do szału, dużo się też dzieje i psica zamiast się załatwić co chwila ma jakieś bodźce – postanowiłam iść z nią nad jezioro.
Oryginalnie miałam iść inną trasą, ale moją uwagę przykuło to, że na brzegu wycięto wszystkie zarośla i tataraki i stała stara łódka, więc poszłam ją obfotografować. :) Bo klimat jak z Half-Life 2. :) No i w końcu poszłam zupełnie w drugą stronę. Dobrze, że wzięłam lepsze buty, bo było tam błoto. Potem już szłam wybrukowaną ścieżką. Znalazłam też ślady bytności bobrów, nie miałam pojęcia że tutaj jakiekolwiek występują.
Spacer ok. 40 minut, dobrze mi zrobił, bo już miałam dość gnicia w domu i martwienia się wszystkim oraz wchodzących mi co jakiś czas paranoi.























No pięknie, mogła Niura w spokoju kontemplować okolicę, nawet ślady bobrów były!
Nie miałam pojęcia, że tu żyją bobry :)
Jak świątecznie u Ciebie! Fajny ten śnieżek.
A Niura przypadkiem nie schudła? To zbliżenie pyszczka (szóste zdjęcie od końca) – to aż chciało by się pogłaskać ;-)
Dzięki. :) Dodałam sobie śnieg na wszystkich moich blogach. :)
No mam nadzieję, że schudła i byłoby miło. :D Zmieniliśmy jej karmę i ewidentnie lepiej się na niej czuje (to jest pies typu “zjadłabym wszystko co tylko się da i dostała sr***ki tysiąclecia”).