
Najpierw kilka słów odnośnie powyższego obrazka. Jak zauważy każde wprawne oko, nie jest to praca mojego autorstwa. Pracę narysował mój były znajomy PJ2099 jako prezent na drugie urodziny mojego pierwszego poważnego komiksu internetowego – jak mogę obliczyć, było to w 2007 roku.
Z autorem obrazka wiąże się smutna dla mnie historia – kiedy zaczął mieć problemy osobiste, zghostował podobno wszystkich ze swojego otoczenia. A na pewno mnie. PJ nie był żadnym moim bliskim przyjacielem, ale wydawało mi się, że jest wobec mnie życzliwy i nie przeszkadzają mu moje problemy z psychiką. Ghosting z jego strony był dla mnie bardzo przykry, bo po raz kolejny poczułam się odrzucona i kopnięta w dupę – nie umiejąc pozbyć się poczucia, że facetowi pewnie po prostu zbrzydło zadawanie się z jebniętą wariatką.
No cóż.
Ale niekoniecznie o tym chciałam tutaj pisać. Tylko właśnie o moim pierwszym poważnym komiksie internetowym – “pkgod”. Bo jakoś w sierpniu mija dwudziesta rocznica jego powstania.
W sieci zaczęłam publikować już w 2003 roku jako 17-latka. Rysowałam wtedy paski z bohaterami Gwiezdnych Wojen w wersji anthro i pokazywałam je na znanym wtedy w fandomie forum Holonet. Nie za bardzo ogarniałam wtedy Photoshopa, nie miałam tabletu graficznego i była to ogólnie jedna wielka improwizacja z różnym efektem, ale o dziwo moje paski zostały przyjęte ciepło i podobały się forumowej społeczności. Niestety byłam jaka byłam i w przypływie jakiegoś dołka skasowałam te paski z dysku, a potem miałam jakąś awarię komputera, która skończyła się formatem i moja twórczość z tamtego okresu przepadła bezpowrotnie.
Na kolejny projekt zdecydowałam się w sierpniu 2005 roku. Byłam wtedy po maturze i miałam “najdłuższe legalne wakacje życia”. Jako psychotyczny introwertyk czas spędzałam głównie w internetach i przeglądałam różne strony, fora i tak dalej. Nie miałam żadnych znajomych poza jedną koleżanką – która była takim samym nolife’m jak ja, więc większość czasu upływała mi w internecie i na grach wideo. Wtedy triumfy święcił humorystyczny komiks “Losux” o specyficznych uczniach specyficznego liceum – bardzo mi się spodobał, bo w końcu byłam świeżo po szkole i mentalnie jeszcze tkwiłam w tych klimatach.
Wkrótce “Losux” stał się tak popularny, że każdy dzieciak chciał mieć swój własny komiks, a autor “Losuxa” założył nawet forum dyskusyjne dla komiksiarzy. Pamiętam, że nazywało się “Forum Ogólnozniekształcające”. Jako ciekawostkę podam wam fakt, że z tego forum wywodzi się wielu obecnie znanych polskich komiksiarzy.
Długo walczyłam z obawami i długo się bałam – czego? Hejtu i chamskich komentarzy, oczywiście. Ale w końcu zdobyłam się na odwagę i zdecydowałam się opublikować swój pierwszy poważny komiks internetowy. Komiks nosił tytuł “pkgod” i był hostowany na popularnej wtedy stronie z darmowymi blogami – blog.pl. Co to był za tytuł? To proste, grałam wtedy namiętnie w grę wideo “Painkiller” i trochę nie widziałam poza nią świata, więc tytułem mojego projektu został kod na nieśmiertelność z tej gry.
Ku mojemu zdumieniu “pkgod” szybko zyskał pewną grupkę czytelników, ktoś wchodził i komentował i bardzo mnie to cieszyło. W końcu postanowiłam przełamać się i zareklamować swój komiks na wyżej wymienionym forum. O dziwo feedback był w zdecydowanej większości pozytywny, tylko trafiło się ze dwóch czy trzech nastolatków uczulonych na furrasy – najlepsze było to, że wtedy nawet nie za bardzo wiedziałam co to w ogóle jest fandom furry, a obrazki typu yiff (yiff to furry porno, nie guglujcie) albo były mi obojętne, albo wręcz mnie obrzydzały. Rysowałam anthro postacie, bo po prostu podobał mi się taki koncept, i tyle.
Jedyną pozytywną dla mnie kwestią wynikającą z pisania na tamtym forum była znajomość z Osłem, która notabene trwa do dziś. Osioł jako “ojciec” postaci anthro miał podobny problem z malkontentami na tym forum.
Potem forum ewoluowało w projekt o nazwie “Bitwy Komiksowe” i powstała tam taka zabawa, że rysownicy rysowali na siebie nawzajem komiksowe “dissy”. Potem zmieniono formę, rysownicy rysowali komiks na podany wcześniej temat i ludzie głosowali czyja praca jest lepsza. Ja osobiście nie brałam w tym udziału, bo jak pisałam, miałam wtedy silne objawy psychotyczne i niespecjalnie nadawałam się do takich zabaw.
Nie bez echa pozostaje tu fakt, że w październiku 2006 r. zaczęłam leczyć się psychiatrycznie. Może teraz to śmieszne, ale wtedy byłam przekonana, że cały mój świat się zawalił i już się nie odbuduje. Wiele wody w Wiśle, wiele tabletek i wiele terapii grupowych i indywidualnych musiało upłynąć, żebym zrozumiała pewne rzeczy i zaczęła normalnie funkcjonować. Tak czy srak, 300 mg Pernazyny (dawka przeciwpsychotyczna) skutecznie przyhamowało moją energię, skilla w grach i poniekąd ochotę na kontynuowanie “pkgod”. Po tym, jak w tym i tak trudnym dla mnie czasie jeden ze znajomych rysowników obraził się na mnie z jakiegoś tylko sobie znanego powodu, poczułam też ból dupy i jak zawsze w takiej sytuacji uciekłam w izolację. Tak to jest z tą moją schizą, brałam takie rzeczy bardzo mocno ad personam. Notabene znalazłam typa dużo, dużo później na FB i zamieniliśmy kilka zdań, ale szybko okazało się, że nawet po kilkunastu latach nie byłam godna być zbyt długo na jego liście znajomych. Oh no… anyway.
W 2007 roku powstał mój drugi komiks internetowy, “Wariat i Wilk”. Ludzie go czytywali, chociaż nikt go nie rozumiał i nie miał pojęcia o czym on jest. A był, najzwyczajniej w świecie, o mojej schizofrenii, ale wtedy bardzo bałam się publicznie pisać o tym, że jestem chora psychicznie i jakie mam problemy. WiW odegrał u mnie ważną rolę terapeutyczną i rysowałam go aż do 2018 r.
“Pkgod” rysowałam… no właśnie, nawet za bardzo nie pamiętam do kiedy, ale chyba do 2008 r. Może do 2009. Potem skupiłam się bardziej na WiW i na różnych nowych projektach, które doszły w międzyczasie.
Historia i pozytywna, i burzliwa i z mieszanymi uczuciami, jak całe moje życie. Niestety wszystko wskazuje na to, że i archiwalne paski “pkgod” przepadły bezpowrotnie z powodu mojej nieuwagi – jakiś czas temu niechcący usunęłam kopię plików, którą miałam na dysku zewnętrznym. Może z odpowiednim programem poleconym przez kolegę udałoby się to i owo odzyskać, ale na razie jakoś nie mam głowy, żeby się za to zabrać. Parcia na odzyskanie tych danych także nie mam.
Za to wrzucę kilka zachowanych artów z epoki.




Dziękuję za uwagę. :)
Każdy ma jakieś problemy których początkowo się wstydzi. Najważniejsze to zrozumieć, że nie liczy się co sądzą obcy. Wartościowi ludzie i tak zostaną w twoim życiu i będą akceptować Cię taką jaką jesteś. Szkoda, że stare prace przepadły. Też zaliczyłem taką sytuację tyle, że mnie przepadła książka, którą pisałem.
Wyszło na to, że jedyna wartościowa relacja w moim życiu to mój związek, wszyscy inni bliżsi znajomi na przestrzeni tych 20 lat się ode mnie odwrócili albo gdzieś przepadli. Nawet niedawno osoba, którą uważałam za przyjaciółkę obraziła się na mnie, bo jest zawistna o to, że poukładało mi się w życiu nieco lepiej, niż jej…
Oj, książki to szkoda. Ja zwykle mam kopie wszystkich ważnych plików, ale tutaj niestety zaszła głupia pomyłka z mojej strony.
Zauważyłem, że tak zwanym znajomym zazwyczaj się nie podoba jak wychodzi się z ich kręgu. Coś na zasadzie póki nie pracowałem byłem swój. Natomiast jak załapałem się na stałe to już kopa na rozpęd
Coś w tym jest niestety :(
[…] notce poświęconej historii mojego pierwszego poważnego komiksu internetowego – “pkgod” – napisałam, że niestety stare paski chyba bezpowrotnie […]