W notce poświęconej historii mojego pierwszego poważnego komiksu internetowego – “pkgod” – napisałam, że niestety stare paski chyba bezpowrotnie przepadły, bo przez nieuwagę skasowałam stare dane z dysku zewnętrznego… A tu niespodzianka. Miałam kopię kilku – tych tak zwanych najlepszych, na OneDrive. :)
No i tym samym mogę je wam zaprezentować.
To pierwszy pasek w historii “pkgod”, był inspirowany serią komiksową “Umarlaki” autorstwa J.T. (pozdro jak to czytasz), a przedstawia Samaela i Daniela Garnera – dwójkę bohaterów gry “Painkiller” w wersji, oczywiście, anthro (tło też pochodzi z gry). Dodam, że u mnie Daniel był dogiem argentyńskim – nie mam pojęcia czy to w ogóle było widać.

Pierwsze poważne próby w Photoshopie, czyli znowu anthro Daniel Garner. Chciałam uzyskać efekt heheszków ukazując kontrast między męskim twardzielem z pełnej przemocy gry wideo, a różowymi skrzydełkami i aureolką.

Bardzo “egzaltowany” komiks, którego – oczywiście – nie rozumiał nikt poza mną, ale rysowanie go dało mi sporo frajdy. Nadmienię, że rysowałam go na uniwerku na kolanie podczas długiego okienka. Tak, wtedy nie istniały jeszcze smartfony (rok 2005), a jak się bało rozmawiać z ludźmi albo iść samemu na miasto, to trzeba było jakoś zabić czas… Te dziwne słowa są jakimś tam nawiązaniem do komiksu “Pvek”, nie byłam jakąś jego wielką fanką, ale kolega był i ciągle mi tym napierdzielał na Tlenie. Te potworki to Freaki, rodzaj przeciwników w “Painkillerze”.

Odbijając trochę od inspiracji “Painkillerem”, tym razem pasek, dla którego inspiracją był “Half-Life 2”, na który dostałam “fazy” w drugiej połowie 2006 roku. Komiks cieszył się powodzeniem na DeviantArcie i nawet zainspirował znajomego (pozdro Łukasz jak to kiedyś przeczytasz), ale “niestety” zesrało się o niego kilku wtedy zasmarkanych (ja miałam już całe 20 lat!) furry haterów… co po 19 latach pozostaje mi wspominać ze śmiechem. xD

A tutaj pasek z “mrocznej” jesieni 2006, chociaż może cudzysłów nie jest potrzebny, bo było wtedy ze mną źle… To był czas jak zaczęłam się leczyć psychiatrycznie, bałam się diagnozy, bałam się przyszłości, bałam się życia… Notabene scenerią jest mapa “Wariatkowo” z PK, a ten typ to Wacław Maliniak – w grze te potworki nazywały się Amputee i były jakimś tam rodzajem zombie, które… potrafiły chodzić po suficie, co rozwalało na puzzle wszystkich graczy. Był to już moment, że postanowiłam zastąpić anthrosy ludźmi i… i weszłam na kilka lat w etap “wszystkie moje ludzkie ocki wyglądają jak mała armia klonów”. :’)

“Klasyk” w podobnym klimacie. Wacek – mimo bycia zombie – był koneserem kultury i sztuki wysokiej, Daniel lubił za to gołe baby, piwo i inne tanie, przyziemne rozrywki. Dodam, że ten pasek to późniejszy (z 2009 roku) redraw pierwowzoru, który wyglądał znacznie gorzej.

A tu znowu powrót do perypetii Tadzika i Kazika. Twoja stara klaszcze u Rubika, czyli pasek, który mój były znajomy ghostujący Pioter wyjątkowo polubił.

Tym razem – paski “studenckie”, wszak Tadzik i Kazik byli studentami, jak wtedy ja. W wieku 19-20 lat zdecydowanie nie dorosłam do studiów i przez nieleczoną schizofrenię niespecjalnie byłam w stanie się na nich utrzymać. Teraz to wiem, wtedy nie miałam o tym zielonego pojęcia. Traktowałam studia po dziecinnemu jako zło konieczne, na przykład liceum – duża w tym zasługa moich rodziców – no i w tych paskach to widać. Nic dziwnego, że po jednym roku akademickim wyleciałam z uniwersytetu z hukiem. Jaki był z tego wszystkiego pożytek? Kiedy zaczęłam się leczyć, wciąż miałam status studentki, więc w 2023 roku ZUS nie robił mi problemów z rentą socjalną. :)
Pierwszy pasek to oczywiste nawiązanie do Hitmana, kolejnej ukochanej gry, na której punkcie miałam swego czasu fioła (chociaż kompletnie nie umiałam w to grać).

Zbliżamy się do finiszu, więc jeszcze wysoce zabawny art z Wackiem i duchem z Wariatkowa (bardzo upierdliwy typ, swoją drogą), którzy wesoło palą zioło.

Kolejny rysunek to oczywiście nawiązanie do “złotych czasów” komiksu “pkgod”, ale powstał już w 2007 albo 2008 (chyba…?) roku w szkole policealnej. Wspominam tę szkołę ambiwalentnie z przewagą “chujowo”, brałam wtedy wysokie dawki Olzapinu, więc ludzie się ze mnie śmiali, że śpię na lekcjach. Poszłam do tego szitu tylko po to, żeby po sześciu miesiącach spędzonych na dziennym oddziale psychiatrycznym wrócić jakoś do “normalności”, czy tam życia, czy jak to nazwać. Najmilej z tamtych czasów wspominam mój ówczesny odtwarzacz mp3, który umilał mi czas kiedy czułam się jak gówno (czyli często). I rysowanie na lekcjach. Pamiętam też częste słowa pani od rysunku (takiego PrAwDzIwEgO, nie infantylnych kreskóweczek dla małych dzidziusiów z podstawówki :)): “Kasiu, ty znowu rysujesz te swoje ludziki”. XD

A tutaj już zupełnie inne czasy. 2010 rok i rozpoczęcie studiów licencjackich. Może i na prywatnej uczelni, ale już na poważnie i na dorosło. Studia ukończyłam, chociaż na trzecim roku zostałam bardzo silnej nerwicy lękowej, a moja ówczesna gówniana lekarka psychiatra nie zamierzała mi w żaden sposób pomóc… Mimo wszystko, to były fajne trzy lata, i chociaż ostatecznie u progu 40-stki jestem na rencie, to jednak uważam, że licencjat był fajnym dodatkiem i do mojego leczenia/terapii, i do samorozwoju w ogóle.

To tyle na dzisiaj. :)
Niektóre pamiętam z ówczesnego BLOG’a. Kawał czasu, projekt, choć z pajęczyną nadal żyje. I dobrze :) Czasem publikacja takich staroci w nowych czasach może spowodować większe zainteresowanie i docenienie niż wczoraj.
O kurde, stare dobre dewiantartowe czasy, ale zleciało… (i dzięki za wzmiankę!)